„Wszystko to, co w domu, jest dla mnie najważniejsze”. Wywiad z lek. Anną Łotowską-Ćwiklewską

Anna Łotowska-Ćwiklewska

Jestem specjalistką anstezjologii i intensywnej terapii oraz lekarzem hospicjum domowego, a moją największą zawodową pasją jest leczenie bólu.

Posiadam prestiżowy, międzynarodowy certyfikat European Diploma in Pain Medicine – jako jeden z 3 lekarzy w Polsce. Stale poszerzam swoją wiedzę i doskonalę umiejętności w zakresie leczenia bólu uczestnicząc w kursach, zjazdach, konferencjach i warsztatach. Jestem członkiem IASP, EFIC, ESAIC oraz PTAiT.

W leczeniu bólu wykorzystuję podejście multidyscyplinarne, w tym farmakologię, techniki interwencyjne (blokady przeciwbólowe) oraz toksynę botulinową, a także ściśle współpracuję z zespołem Poradni.

1.Co było Twoją największą inspiracją do postawienia pierwszych kroków w medycynie i wyboru tej specjalizacji?

W zasadzie od zawsze wiedziałam, że chcę zostać lekarzem, nigdy nie miałam dla siebie innego pomysłu. Moi rodzice są lekarzami, więc medycyna od zawsze towarzyszyła mi bardzo blisko, jako dziecko bardzo lubiłam przeglądać książki moich rodziców, oglądać w nich różne obrazki – czasem kolorowe, czasem niekolorowe i czytać. Któregoś dnia będąc u mojego taty w pracy, zobaczyłam pracującego anestezjologa, wtedy totalnie przepadłam. Totalnie przepadłam, ponieważ ta praca wydawała mi się mistyczna, magiczna i trochę „na pograniczu życia i śmierci”. I po czasie stwierdzam, że trudno się z tym nie zgodzić, część z tych cech anestezjologia faktycznie ma. Teraz rozumiem ją dużo lepiej, więc jest dla mnie mniej mistyczna i magiczna, ale zdecydowanie to „pogranicze życia i śmierci” jak najbardziej ma miejsce. Anestezjologia mnie zafascynowała i uznałam, że to jest fajna rzecz, aby ją robić na co dzień – to jest coś, czego inni lekarze nie umieją, ponieważ używamy silnie działających leków, których lekarze innych specjalizacji zwykle nie używają. Ta wyjątkowość mnie wtedy zafascynowała i dokładnie taki plan miałam na siebie, zanim jeszcze poszłam na studia. Na studiach z kolei miałam okazję wśród moich nauczycieli i mentorów w Kole Anestezjologicznym poznać lekarzy, który zajmowali się leczeniem bólu. Wcześniej leczenie bólu wydawało mi się czystą farmakologią (należało znać dobrze kwestie związane z patofizjologią, czyli takich o funkcjonowaniu poszczególnych komórek, receptorów, dróg przewodzenia nerwowego oraz biochemię i farmakologię), jednak okazało się, że leczenie bólu tak naprawdę jest bardzo fascynujące. Wydało mi się to fascynujące nie dlatego, że okazało się, że nie trzeba znać tych twardych postaw, wręcz przeciwnie – tylko dlatego, że po czasie wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Wtedy faktycznie przepadłam, ponieważ okazało się, że można pomóc pacjentom, którzy latami cierpią i po prostu ten ból im zabrać. A jak wiemy, ból jest czymś, czego tak naprawdę każdy człowiek się boi i chce uniknąć.

2.W jaki sposób dbasz o równowagę między pracą a życiem osobistym, pracując w tak wymagającym zawodzie?

Zdecydowanie musiałam się tego nauczyć i w pewnym momencie nauczyłam się tego bardzo boleśnie, ponieważ po studiach pracowałam w dwóch szpitalach, na uczelni i w dwóch hospicjach naraz. Było to aż pięć miejsc, pracowałam chore ilości godzin i w pewnym momencie mój mąż zachorował na nowotwór, z powodu którego później zmarł. Była to sytuacja, która zmieniła moją optykę patrzenia na życie zawodowe i życie rodzinne. Wtedy nauczyłam się, że musi istnieć balans i że tak naprawdę wszystko to, co w domu, jest dla mnie najważniejsze. To było dla mnie trudne, bo medycyna, a szczególnie moja działka, jest moją absolutną pasją, uwielbiam to, co robię i fascynuje mnie to. Jest mi bardzo łatwo przepaść, ale na szczęcie udało mi się ten balans ustawić w taki sposób, że teraz bardzo szanuję swój czas wolny oraz swój czas rodzinny, pamiętam o tym, aby pojechać na urlop i czasu wolnego sobie zdecydowanie nie żałuję.

3.Jakie wyzwania napotykasz jako młoda lekarka i przedsiębiorczyni  w dziedzinie medycyny?

Bardzo wielu rzeczy musiałam nauczyć się sama, szczególnie w kategorii prowadzenia własnego biznesu jako młoda lekarka, ponieważ poradnia leczenia bólu w Polsce to nie jest bardzo popularna dziedzina. Poradnia leczenia bólu prowadzona przez młodych lekarzy, którzy jeszcze chcą do tego podchodzić tak, jak ja do tego podchodzę, czyli w modelu zachodnim (współpracy interdyscyplinarnej pomiędzy członkami zespołu), to właściwie nie ma racji bytu w naszym kraju, nie licząc naszej poradni. To, co było dla mnie najtrudniejsze, to to, że musiałam większość rzeczy na własnej skórze. I podczas tego wiele razy musiałam się niestety boleśnie wywrócić i pewne błędy popełnić, ponieważ nie do końca miałam kogo zapytać, szczególnie w kontekście logistyki prowadzenia biznesu. Na szczęście spotkałam też całe grono fajnych ludzi, którzy dołączyli do mojego zespołu i teraz pracujemy w naszej poradni razem, to mi pomogło i bez ich wsparcia niestety byłoby bardzo ciężko.

4.Czy istnieje konkretny przypadek lub historia pacjenta, która szczególnie wpłynęła na Twoje podejście do leczenia bólu?

Myślę, że nie mam jednego, konkretnego pacjenta, który szczególnie wpłynąłby na moje podejście do pracy, ale mam poczucie, że każdy mój pacjent bardzo wiele mnie uczy, nie tylko w kontekście wyłącznie wiedzy, umiejętności i dedukowania różnych związków przyczynowo-skutkowych, ale również w kontekście empatii. Pacjenci, którzy do mnie trafią nierzadko są osobami, które bardzo wiele wycierpiały, długo szukały pomocy i często odbijały się od kolejnych specjalistów ochrony zdrowia, którzy nie byli w stanie im pomóc. Praca z tymi pacjentami zarówno w moim gabinecie, jak i w naszej domowej opiece paliatywnej jest zawsze wyzwaniem – takim wyzwaniem, na którym dwie strony korzystają. Korzystają pacjenci, jednak korzystam również ja jako człowiek.

5.Jaki przekaz lub poradę chciałabyś przekazać osobom, które cierpią na przewlekły ból i szukają pomocy oraz nadziei?

Przede wszystkim powiedziałabym tym osobom, że nie muszą przyzwyczajać się do bólu, mogą szukać pomocy, warto jej szukać i że w bardzo wielu przypadkach da się ten ból uśmierzyć. Drugą rzeczą, którą powiedziałabym tym osobom jest to, aby zaczęły traktować ból przewlekły jak każdą inną chorobę przewlekłą, z którą się zmagają. Pacjent, który choruje na nadciśnienie wie, że musi poczynić pewne modyfikacje w stylu życia, wprowadzić konkretną dietę i aktywność fizyczną, zaprzestać palenia czy przyjmować leki, które najczęściej będzie przyjmował do końca życia, tak samo należy potraktować ból przewlekły. Nie traktujmy leczenia bólu jako fanaberii czy czegoś dodatkowego. Nie używajmy sformułowana, że „w tym przypadku można już TYLKO leczyć ból” – przeciwnie w takim wypadku da się „AŻ leczyć ból”, ponieważ jest to choroba przewlekła, którą nierzadko leczymy do końca życia i można to robić lekami przeciwbólowymi i innymi lekami, które je wpierają swoim działaniem.

6.Jakie korzyści niesie ze sobą korzystanie z mediów społecznościowych w Twojej pracy jako lekarza?

Myślę, że korzyści są obustronne, ponieważ dla mnie jest to możliwość bycia blisko z osobami, które są moimi pacjentami lub tymi, które zmagają się z podobnymi problemami jak moi pacjenci. Dzięki social mediom mogę te osoby bliżej poznać, mogę usłyszeć rzeczy nieco bardziej bezpośrednio niż często usłyszę w gabinecie, ponieważ media społecznościowe skracają dystans. Mam również możliwość edukowania w zakresie leczenia bólu i uświadamiania, że można leczyć ból. Z tego, co wiem, udało mi się już do pewnej części pacjentów dotrzeć, którzy dzięki mnie dowiedzieli się, że z ich bólem można coś zrobić i że ich ból jest „czymś niewystarczającym, aby udać się do poradni leczenia bólu”, a wręcz przeciwnie – można  niej jak najbardziej śmiało korzystać.

Dodaj komentarz